Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłość. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 września 2016

Lady Gaga - "Perfect Illusion"

Z niecierpliwością czekałem na nowe piosenki Gagi. Nie ukrywam, że jej jazzowe wykonania pominąłem. Nie chodzi o to, że nie lubię tego gatunku. Niektóre piosenki, aż porywają do tańca. Po prostu lubiłem zwariowaną, pełną energii, często dziwaczną kobietę, z głową pełnych pomysłów.
Nie oznacza to, iż zdzierżyłbym stroje z poprzedniej trasy. Były po prostu okropnie kiczowate.
Kiedy usłyszałem o tym, że Gaga w końcu coś wypuszcza to moja radość była jak stąd (z Gdańska) do Warszawy. Czekałem z zapartym tchem, jak usłyszałem o producentach odpowiedzialnych za nowy singiel, byłem ciekawy brzmienia utworu, zarówno Tame Impala ("Same ol' mistakes") czy Mark Ronson  ("Uptown Funk") to już jest gwarancja czegoś nietypowego. O Bloodpopie wcześniej nic nie słyszałem.


Wydaje mi się, że to połączenie przyczyniło się do tego, iż nowa piosenka Gagi jest idealna na pierwszego singla. Każdy z pierwszych singli miał jakiś przekaz, odnosił się w mniejszym lub większym stopniu do poglądów artystki, bądź też jej samej. Tutaj kontekst może być szerszy.


Perfekcyjna iluzja jest nie tylko piosenką o miłości, ale o życiu samym w sobie. Często zaczynamy w coś wierzyć, a to okazuje się złudzeniem, które wydawało się czymś czym nie jest, nie powinno być.
Gaga w rockowej stylizacji miota się za dnia na pustyni, a w nocy bawi się na imprezie, to wszystko okazuje się jednak iluzją. Miłość też w chwilach uniesień jest jak dobry koncert. Potrafi zabawić, poprawić humor, podnieść na duchu. Po zakończeniu imprezy często pozostaje niedosyt. Szybko przechodzi się do porządku dziennego. Tak jakby nigdy się nie odbyła.


Jak na Gagę nie ma tu górnolotnej symboliki, dziwnych strojów. Jest ona, głównie ona, imprezowicze, w tym producenci, jej mimika. Mimika odgrywa tu olbrzymią rolę.Z taką złością, namiętną irytacją wypowiada słowa piosenki, że niejednokrotnie wygląda, jakby chciała kogoś zabić. Biorąc pod uwagę jej występ na żywo w "Ćmie" boję się, że na trasie też będzie tak wyglądała

.
No ale cóż, Gaga stała się rockmanką, więc może się wykrzywiać ile wlezie. Mi to osobiście wcale nie przeszkadza. O ile jazz to szyk, elegancja i głos, którego jej nie można odmówić. To tu może sobie pozwolić na większy luz.


Jedyne do czego można się doczepić to tekst, który ciągle się powtarza. Nie psuje to jednak ogólnego wrażenia, wpada w ucho. Na pewno zachęca do zapoznania się  z albumem. Świetnie, by było jakby został utrzymany w tym klimacie, albo zbliżonym do "Born this way".
Pozostaje jedna kwestia, która męczy fanów: Czemu ta piosenka nie jest/nie będzie takim hitem jak wcześniejsze? Odpowiedź na to pytanie zawiera się w koncepcji płyty, która nie będzie już raczej zmieniona (tak jak przy Artpopie: "miliony twarzy, setki miraży"). Album miał pokazać nową Gagę, nie tą komercyjną. Dla fanów jak i samej artystki to eksperyment, który nawet jeśli zniechęci niektórych fanów, to przyciągnie tych, co bliżej im do rocka.

Rihanna poeksperymentowała przy nowym albumie i sprawiła, że "Anti" w mojej opinii to najlepszy album roku. Jeśli wszystkie piosenki mają taką energię to album ma szansę być w okolicach podium, a nawet zdeklasować barbadoskę. Cóż dziwactwa Gagi przynoszą różne skutki miejmy nadzieję, że te będą pozytywne.

Ocena: 10/10 (Genialna zmiana, której jestem zwolennikiem. Może będą nowe aranżacje piosenek na koncertach. Uwielbiam jej pazura.)

Ga Rei: Zero

Czy jesteś w stanie zabić osobę, którą kochasz? - Z tym problemem przyszło się zmierzyć głównej bohaterce. Sytuacja o tyle się zaogniła, że została postawiona pod ścianą, a jedynym rozwiązaniem w jej przypadku był atak albo kapitulacja. Brzmi to dosyć typowo jak na anime. Sposób, w który została poprowadzona akcja na tyle mnie urzekł, że warto się nad nim trochę skupić.
Twórcy postawili na coś a'la kompozycję szkatułkową. Mamy końcówkę wydarzeń, potem jest masakryczny flashback i pokazana akcja od początku. 


Tutaj pokazana jest "Agencja obrony przed katastrofami paranormalnymi", która oczyszcza złą aurę, zabija złośliwe, mroczne stwory atakujące ludzi, siejące zamęt w Tokio. Są to zapewne demony, gdyż są przywoływane przez chłopca z przerośniętym ego (Kazuhiro). Ukręcił sobie cały scenariusz wokół rodziny przyjaciółek. 
Wykorzystał dorastanie Kagury, by skłócić ją z Yomi. W cieniu swojej niemalże siostry jej zdolności nabierały rozpędu. Nie była jednak tak doskonała jak Yomi. Ciągle jej czegoś brakowało, mimo to była lepiej traktowana. Miała zostać powiernikiem rodzinnego stwora, ochraniającego rodzinę i nie tylko. Łasił się na niego zły charakter. Przy pomocy sfrustrowanej, odmienionej czarnowłosej damulki udało mu się osiągnąć to, że przejął innego strażnika, który był równie potężny.
Pomijam już wątek zabijania, który w tym anime nie jest czymś dziwnym. Przez manipulacje arcywroga i jego działanie na najniższe instynkty młodych dziewczyn udało mu się zaprowadzić chaos w rodzinie. Poza tym jest sadystą. Robił wszystko, aby zasiać w dobrej dziewczynie nienawiść do ludzi, świata. Okaleczył ją w taki sposób, żeby nie mogła mówić, ani się poruszać. Zrobił z niej roślinkę. Jedynym wyjściem z sytuacji była kolaboracja. Wtedy mógł ją uzdrowić, dać jej siłę. 


Dziewczyna odurzona słabością zgodziła się i dołączyła do jego chorego planu zniszczenia rodziny Kagury. Następuje seria morderstw, totalnego chaosu. Anime jest dosyć drastyczne, nie przeszkadza to jednak w oglądaniu, gdyż czeka się na jakiś przełom.
Cóż, czy on następuje? Główna bohaterka, kreowana na tą dobrą jest kosmicznie irytującą osobą. Jej naiwność i nieumiejętność dostosowywania się do sytuacji naraziły bohaterów na masę nieprzyjemności, ale suma sumarum nie była taka znowu najgorsza. Uczyła się dopiero walki z siłami ciemności, a potem w wyniku nieprzyjemnych okoliczności panowania nad duchową bestią. Oczywiście nie była w tym mistrzynią, ale dostała przebłysku, że wypadałoby się wziąć w garść i pokonała swoją "siostrę".
Nie jest to jak dla mnie happy end, gdyż tamta dziewczyna sobie na to nie zasłużyła. Była tu ofiarą, a reżyser przedstawienia pozostał całkowicie bezkarny (chłopak z białymi włosami na dole). Pląsając sobie tu i ówdzie, przyglądając się jatce, która wywołał.
Ciekawa w anime jest symbolika motyli, które nie mają tu pozytywnego wydźwięku, są wręcz zapowiedzią niebezpieczeństwa. Poza tym są na granicy świata żywych i umarłych, tak jak antagonista, który kpi sobie ze wszystkiego i wszystkich. Chce zasiać w ludziach strach. Anime pokazuje, że miłość i wiara w przyjaźń mają jednak silniejszą moc.

Na uwagę zasługuje też wpadający w ucho opening, pt. "Paradise Lost", który idealnie komponuje się z klimatem anime. Sielska atmosfera się zakończyła pozostała walka o lepsze jutro.


Ocena: 10/10 (Biedna Yomi :( Świetne portrety psychologiczne postaci, podejście do rodziny, kwestii dziedziczenia, często niesprawiedliwego sprawiają, iż ogląda się to na paru płaszczyznach. Jeśli ktoś lubi szybką akcję i ciekawe zwroty akcji szczerze polecam)

P.S. Zrecenzuję też mangę. Przeczytałem parę rozdziałów i Kagura tam tak nie irytuje, na szczęście.

środa, 31 sierpnia 2016

Velociraptor - Apokalipsa i spadające maski

Co zrobisz w momencie kiedy świat się skończy? Jak spędzisz ostatni w życiu dzień? Przed tym problemem stanęli młodzi bohaterowie filmu. Cóż, były fajerwerki, zaskoczenie, pewna doza rozczarowania, ale o tym zaraz.
Poznajemy losy młodego chłopaka, który opowiada swojemu przyjacielowi o podbojach miłosnopodobnych. Po kolei relacjonuje swoje przygody. Wielkie zauroczenie, które ciągle na nim ciąży, ale wie, że to koniec i nie będzie odzewu ze strony kochanka.
Na domiar złego ma blokadę na seks analny, o której też w przypływie szczerości opowiada. Można powiedzieć, że swoją bezpośredniością uwodzi heteryka. Otwiera się, licząc na to, iż przyjaciel mu doradzi, jakoś rozwiąże jego problem.


Nie jest to jednak takie łatwe do wykonania, gdyż chłopak miota się między przyjacielem, w którym się podkochuje a swoją dziewczyną, działającą na niego (powierzchownie) podniecająco. To wszystko złudzenia i dystans, rosnący między bohaterami mimo bliskości. Wynika to z licznych niedomówień. Żaden nie potrafi w pełni wykrzesać z siebie emocji. Wszystkie ich działania są jedynie próbą przypieczętowania przyjaźni. Z jednej strony chłopcy chcą się do siebie zbliżyć, ale z drugiej ciąży na nich świadomość, że to eksperyment, gdyż ich relacja nie jest czysta. Żaden nie przedstawił swoich uczuć. Rozmawiali jedynie o własnych potrzebach, zamiast skupić się na jakimś głębszym sensie. Podświadomie chcieli uciec przed katastrofą. Dlatego starali się żyć codziennością. Jakby definitywnie zaakceptowali zbliżający się koniec, to zapomnieliby o reszcie świata i skupili na co dzień, a tak potraktowali to spotkanie jako możliwość większego zbliżenia się.
Wydaje mi się, że uczucia żadnego z nich nie były właściwie ukształtowane, gdyż balansowały na granicy przyjaźni i zakochania.  Diego pragnął mieć pamiątkę po swoim przyjacielu, jeśli nie miałby już nigdy go zobaczyć i zajumał zdjęcie z kuchni, na którym był on dzieckiem. Hmm, najbardziej drażniącym momentem w filmie był ten, gdy już po alkoholu i jawnemu rozpaleniu się heteryka ten dzwonił do swojej dziewczyny. Znaczyło to dla Alexa podświadomie, że to nie on jest obiektem erotycznym. W takich chwilach nie powinien uciekać do tego, co zna, skoro chciał spróbować czegoś nowego. To zachowanie pokazuje, że chciał i nie chciał jednocześnie tego stosunku, ponieważ był silnie związany ze swoją dziewczyną i wizja nadchodzącej apokalipsy go natchnęła.
Alex przyzwyczaił się do porażek łóżkowych, więc zachowanie przyjaciela go nie zgorszyła, chciał jego bliskości przed całkowitym zatrzymaniem Ziemi(--> spowalnianie Ziemi występuje też w Sonic X, w 3 sezonie xd). To ciekawe i dosyć łatwe zakończenie żywota (poprzez wydłużenie dni i na pewno zmiany klimatyczno-meteorologiczne). Nikt by się nie spodziewał czegoś takiego, a tu dosyć nieprzyjemna niespodzianka.


Kolejnym zaskoczeniem jest tytuł, który nawiązuje do dinozaurów. Po głębszym zastanowieniu ma to sens. Cywilizacja dinozaurów skończyła się nagle, tak samo i nasza w tym filmie. Tak więc nawiązanie tytułu do komiksu nie jest przypadkowe. Coś nierealnego pokazuje wymarłą cywilizację. To nasza interpretacja ich dziejów. Podobny osąd można odnieść i do tego filmu. Stanowi zapis pewnych zachowań, jest zlepkiem różnych wizji reżysera odnośnie codzienności gejowskiej, która stanowi tło dla nieubłaganego końca. Nawet ucieczka w fikcję, nic tu nie da, koniec i tak nastąpi. Można go sobie jednak odrobinę uprzyjemnić, znormalizować.
Film pokazuje, że nie można zmienić życia w jeden dzień, ale warto wyznaczać nowe cele, przekraczać granice i pokazywać uczucia, nawet jeśli są ułomne i nie mają racji bytu.


Najpiękniejszy moment w tym filmie to, gdy Diego daje wymarzony komiks przyjacielowi. Świadczy to szacunku i oddaniu. W tle przewija się jego pociąg do mężczyzn, gdyż uczył się języka migowego, by rozmawiać ze sprzedawcą w sklepie z komiksami, jak i zaimponować Alexowi. Nie ma to jednak większego znaczenia w ostatecznym rozrachunku. Świat się skończył w momencie, gdy Diego wyszedł z domu Alexa. Nie zdążył dojść do czekającej na niego dziewczyny, ale czy szczerze tego chciał? Wiedział, że są to jego ostatnie chwile, ale wybrał przyjaciela, jedyną osobę, która w pełni go zrozumie i pozwoli zaspokoić ciekawość, co do własnej orientacji seksualnej.
Oni byli dla siebie kompatybilni, ale musieli się rozstać, gdyż ich wcześniejsze decyzje przeważyły o ich przyszłości. Musieliby dorosnąć do tego związku, czasu jednak zabrakło. Poza tym wydaje mi się, że przy absolutnym końcu nie żegnaliby świata z uśmiechem, a tak było im łatwiej, Dało się to zauważyć po ich spontanicznych decyzjach, które są typowe dla tego wieku.Pomimo zagrożenia pięknie i w zadumie przeżyli te traumatyczne chwile.

Ocena: 10/10 (piękny film, z nie tak oczywistym przesłaniem, pokazującym ulotność chwil i oporność ludzkich charakterów; koniec nie zawsze musi być gorzki)

sobota, 27 sierpnia 2016

Miazga POP #1 - Fergie wymiata :D

Cóż, wiele gwiazd próbuje wrócić i im się to nie udaje. Fergie jest przykładem, że dobry bit, ryjący mózg do granic możliwości pozwala to osiągnąć. Piosenka od początku wpadła mi w ucho i sądzę, że znalazła wielu fanatyków, jak i sceptyków.


Fergie postarała się, by fani mogli zobaczyć piękne, nawet młode (w moim odczuciu) dziewczyny, wijące się do piosenki o niezależnych, świadomych własnego ciała kobietach, które mogą zaoferować wiele młodym adeptom sztuki miłości.


Teledysk w zasadzie skupia się wyłącznie na seksapilu, podkreślaniu kobiecych kształtów i wzbudzeniu w mężczyznach poczucia satysfakcji. Cała akcja bazuje na tym, by przyciągnąć ich swą atrakcyjnością.




Kobiety nie są bierne. Mogą dać rozkosz, ale nie bez profitów, chcą być dostrzegane przez swoich adoratorów.



Moją ulubione sceny z teledysku to:
- Fergie jako nauczycielka, gdzie śpiewa jak Jessie J


- wanna skopiowana od Gagi ("Bad Romance")


Jakby się jeszcze doszukiwać niuansów, to należy do nich bar, w którym dziewczyny robią szejki. Przez scenerię przypomina cukierkową krainę Katy Perry (z "California Gurls").


Nie psuje to jednak ostatecznego odbioru, gdyż całość została tak skomponowana, że miło się ogląda kolejne kreacje Fergie i jej koleżanek. Widać, iż na planie dobrze się bawiły i miały okazję poszaleć. Teledysk zrobiony na luzie z dużą dozą humoru i podtekstów, to świetny pomysł. Pokazuje jak współcześnie podchodzi się do kobiet. Zapomina o tym, że w każdym wieku mogą być piękne i przyciągać spojrzenia.
Kobiety nie tylko są od prac domowych, ale mają też swoje potrzeby. Nie zawsze muszą postępować zgodnie z zasadami. To uniwersalne przesłanie pokazuje, że należy się wyzbyć stereotypów i spojrzeć na nie z większym szacunkiem. 
To samo można przypiąć do wielu kwestii, gdyż ludzie mają skłonności do upraszczania, a nie wszystko da się zamknąć w jednym schemacie. W teledysku nastąpiła jawna profanacja schematu kury domowej, który się powoli zaciera. Wciąż jednak dla wielu mężczyzn kobieta ma tylko parę funkcji, a nie tak powinno być. Oczekujemy wspaniałości,nie wiadomo jak niezwykłych doznań, podczas, gdy najlepsze mamy przy sobie. Wystarczy otworzyć oczy i docenić trochę, to co dla nas robią na co dzień (nawet nauczycielki!!!). Nie tylko wygląd wpływa na odbiór drugiej osoby, charakter często ma magnetyczne działanie, czyż nie?

Ocena: 10/10 (Bit chwytliwy i uzależniający. Teledysk należy do typowych ryjmózgów, Pokazuje jednak jak postrzegamy kobiety. Chcemy by były wiecznie młode, a przez to nie dostrzegamy ich piękna na co dzień. Szukają, więc aprobaty u młodszych, niedoświadczonych. Tworzy się błędne koło, które wynika w sporej części z męskiego ograniczenia i egoizmu. Przy odrobinie zrozumienia da się osiągnąć kompromis, do którego dążą kobiety z teledysku Fergie.)



poniedziałek, 8 czerwca 2015

Kodaline - High Hopes (Rockowe Zatrzęsienie #2)

4 czerwca w telewizji natknąłem się na reportaż o irlandzkim zespole Kodaline. Zaciekawiło mnie, że wspomniano o ludziach, o których w naszym kraju nie było głośno. Fakt tego niespodziewanego rozgłosu wynika zapewne z faktu, że przyjadą na Opener'a ale i tak pozostaje pozytywne wrażenie. Przyjrzałem się jednemu z teledysków i nastąpiło "WOW". Przed państwem "High hopes".



Teledysk na wstępie przypomina zdeczka "Uciekającą pannę młodą". Po chwili jednak to wrażenie się zaciera. Poznajemy historię miłosną, która rodzi się w skutek przypadkowego spotkania. Kobieta w okolicach 30-tki jest zafascynowana pasją podstarzałego mężczyzny. Dostrzega w nim wartości, których nie posiadał jej narzeczony.
Rana na plecach świadczy o tym, że nie miała lekkiego życia.
Nowo poznany jegomość szanuje pannę, daje jej odczuć, że jest dla niego istotna i sprawia, iż życie nabiera barw. Nie przekreśla tego nawet ich postrzelenie przez byłego narzeczonego. Ciągle chcą być razem ze sobą.
Pocałunki mają tu głębszy wyraz, nie jest to namiętność, a dojrzałe uczucie, przemyślane. Oboje dobrze się czują w swoim towarzystwie i napełniają się wrażliwością, optymizmem. Razem brną przez życie, spacerują, dopełniają się. (TYPOWA SIELANKA można by rzec). Wygłupy, romantyczne tańce, spojrzenia, zrozumienie i obraz, w którym kobieta żłobi palcem.
Nie wiem, czy to dobre określenie - żłobienie (ewentualnie skrobanie), ale to co robi jest metaforą wspólnego życia. 
Czasem są zadrapania, naruszenia, jednakże przy jedności dusz można je razem przejść i być na zawsze. Pokazuje to chociażby zachowanie mężczyzny po postrzale, czy ich niezachwiana czułość w szpitalu.
Eskalacja dobrych emocji, wzruszenia sięga zenitu. Mimo pozornie niemożliwej do przeskoczenia różnicy wieku, dzięki znajomości wydarzeń oglądający się zobojętnia na tak błahą kwestię.
Najważniejsze wartości w relacji są tu ukazane, przy okazji akcentując, że dobroduszność, troskliwość, życzliwość mogą razem przynieść miarodajne efekty w przyszłości, gdyż kształtują zaufanie. W ten sposób zakochani stali się nierozłączni, niezniszczalni, pragnący przyjaźni i swojej obecności.
Ocena: 10/10 (Wszystko zostało chyba już powiedziane. Polecam obejrzeć, gdyż rzadko powstają tak piękne historie, a co dopiero dzieją się w rzeczywistości - wzruszenie murowane.)

czwartek, 2 kwietnia 2015

You Me At Six - Lived a Lie (Rockowe Zatrzęsienie #1)

You Me At Six jest bardzo popularnym zespołem w Wielkiej Brytanii, w Polsce jest znany nielicznym. Cavalier Youth nie był chyba u nas zbyt rozchwytywanym albumem, mimo, że jeśli chodzi o najnowsze utwory to są one lepsze niż zespołu Muse, ale to już podlega ocenie pasjonatów. W każdym razie może moja opinia sprawi, iż zespół YMA6 zabłyszczy w czyjejś świadomości i zapozna się z ich dyskografią.


Piosenka, którą wybrałem do recenzji nie ma wypasionego klipu, efektownych przejść, zaskakujących zwrotów akcji, do czego zdążyłem przyzwyczaić swoich czytelników. Prostota klipu jest tu na tyle urzekająca, iż  tekst z wizualizacją przenika wprost do serca i można odpłynąć wraz z melodią w krainę straconych marzeń, rozpaczy z uśmiechem na ustach.


Deklaracje wygłaszane przez piosenkarza to szczere uczucie, które nie gaśnie mimo różnych przeszkód. Będzie do końca, aż go wypali. Nie przejmuje się tym, że to szaleństwo, wierzy, iż mimo przeciwności przejdzie wszystko pomyślnie. Liczy na spotkanie z kimkolwiek po drugiej stronie, iż wspomnienia nie okażą się kłamstwem i stratą czasu. W klipie razem z członkami zespołu deklaruje, iż są gotowi, by wyrzec się czystości. Musiałem... Są gotowi na to, aby pokonać strach przed oszukaniem i opinią innych, gdyż zawsze obcy dla nas ludzie będą się niepotrzebnie wybielać i próbować zburzyć w nas spokój ducha, lukrując pewne niewygodne fakty, bądź też stwarzać wyimaginowane konflikty. Nawet płonąc iskry mogą być na tyle wyraziste, by wyszła z nich prawda.


Nie oznacza to, iż kłamstwo zostało całkowicie zanegowane, czasem jest potrzebne do chwili szczęścia i spokoju, wtedy można je usprawiedliwić. Pozwala ulżyć bólowi i się zapomnieć, jeśli rzeczywistość nie pozwala na samospełnienie i powoduje izolację od własnych dążeń. Są wyjścia z tej sytuacji. Jednym z nich to spokój, ogłada, ujarzmienie nieprawdy, tak by nie stanowiła ona wymówki, przed otaczającą rzeczywistością, a była postojem w drodze ku prawdzie, która nam została naznaczona przez los.


P.S. Płonące przedmioty, które zrewolucjonizowały kulturę, stanowią przełom, dowód zmiany na to, że pewien wykreowany świat zniknął. Oddzielono się od iluzji i zaczęto żyć naprawdę.

Ocena 10/10 (Kwintesencja utworu: Droga ku prawdzie mimo pokusy zboczenia z drogi, hart ducha, determinacja i odwaga, by mierzyć się z kłamstwem. Pozostanie marzycielem, co zazwyczaj jest przez ludzi deptane i wyśmiewane.)

czwartek, 26 marca 2015

Substancja, czyli Sultan + Shepard ft. Tegan & Sara

Zanim objaśnię tytuł chciałbym zwrócić uwagę na genialne połączenie do jakiego doszło. Sultan + Shepard to świetni dj-e a Tegan i Sara to duet, który za pomocą wokalów potrafi wprowadzić do innego świata. Znani są z tego, iż potrafią bawić się dźwiękiem, emocjami i przekazem (mistrzowskie przykłady: Lady Gaga - The Edge Of Glory (Sultan & Ned Shepard Remix); Tegan & Sara - Closer.


Piosenka stanowi zlepek różnych emocji, zmysłów (jak postrzegamy świat), wspomnień. Całość to są scenki obyczajowe; zwykły dzień, postrzegany przez nasze odczucia, które w nas się kłębią. Nagle do głosu dochodzi nasze wnętrze, nie ma znaczenia płeć, wygląd, jedynie poczucie szczęścia i chęć życia, to wokół niej oscyluje nasze jestestwo, wyobraźnia. Tworząc własny świat powołujemy się na to co nas otacza.


"Make things right" jest o poprawianiu złych momentów, walki ze słabościami. Walcząc o szczęście, mając przy sobie bliskich można zmienić rzeczywistość. Nie należy skupiać się na złych momentach, a iść przed siebie, gdyż świat wokół jest piękny i może zaskoczyć, a każda chwila wnieść coś nowego.

(świetne lyric video)

Słowo "Substancja" stanowi tu ogólne pojęcie istoty ludzkiej, która się rozwija, cierpi, raduje, wykształca w sobie uczucia i reakcje na otaczający świat, więc idealnie odzwierciedla plazmoludzi z teledysku.

Ocena: 10/10 (Lyric video też nawiązuje do życia - wzlotów i upadków. Świetna kolorystyka, wyrazista; rysunek lekko niechlujny, ale nadaje uroku. Prostota, świadczy o głębi, tekst nie jest nachalny, wszystko ładnie się komponuje, zaciekawia.)


Chciałbym na koniec przytoczyć piękny wiersz Zbigniewa Herberta (analiza znajdzie się wkrótce na innym blogu):

"Substancja"

Ani w głowach które gasi ostry cień proporców
ani w piersiach otwartych poniechanych na rżysku
ani w dłoniach dźwigających zimne berło i jabłko
ani w sercu dzwonu
ani pod stopami katedry
nie zawiera się wszystko

ci którzy toczą wózki po źle brukowanym przedmieściu
i uciekają z pożaru z butlą barszczu
którzy wracają na ruiny nie po to by wołać zmarłych
ale aby odnaleźć rurę żelaznego piecyka
głodzeni - kochający życie
bici w twarz - kochający życie
których trudno nazwać kwiatem
ale są ciałem
to jest żywą plazmą
dwoje rąk do zasłaniania głowy
dwoje nóg szybkich w ucieczce
zdolność zdobywania pokarmu
zdolność oddychania
zdolność przekazywania życia pod murem więziennym

giną ci
którzy kochają bardziej piękne słowa niż tłuste zapachy
ale jest ich na szczęście niewielu

naród trwa
i wracając z pełnymi workami ze szlaków ucieczki
wznosi łuk triumfalny
dla pięknych umarłych

środa, 18 marca 2015

Anohana: The Flower We Saw That Day

Piękne anime o przyjaźni, miłości i zaufaniu. Oglądając je rok temu byłem szczerze wzruszony. Jest to pozycja do której z chęcią bym wrócił, gdyż pokazuje, iż pewne rzeczy nigdy nie przemijają...
Całość opowiada o losach paczki przyjaciół, którzy zostali poddani ciężkiej próbie i się rozeszli. Śmierć Menmy była na tyle traumatycznym przeżyciem, że mimo upływu lat dalszy kontakt sprawiałby cierpienie i każdy poszedł w swoją stronę.
Główny bohater Jintan budzi się i widzi zmarłą koleżankę, tylko wyrośniętą i zachowującą się jak kiedyś. Wprawia go to w niemałe zakłopotanie myśli, że ześwirował, jednak dziewczyna nie znika i mu towarzyszy w nołlajfowaniu. Jedzą i przygotowują razem posiłki, oglądają telewizję. Bohater szybko akceptuje obecność ducha cieszy się, że będzie mógł wynagrodzić jej swoje przewinienia, opiekuje się i czuwa nad nią. Działa to z resztą w obie strony.
Szybko codzienność niepokornego chłopaka, niesłuchającego nikogo, uciekającego od obowiązków zaczyna się zmieniać. Dojrzewa do pewnych rzeczy. Przeszłość się zapętla, dzięki uporczywości panienki z przeszłości przyjaciele się poznają na nowo, a błędy minionych lat można naprawić i pokazać swoje prawdziwe oblicze. Grzechy, niedomówienia, próżność, obojętność, dawne miłości, żal, rozpacz, radość, dziecięce marzenia - te wszystkie złudzenia wracają i ze zdwojoną siłą i mamią bohaterów. Każdy odsłania swoją dziecięcą stronę i stara się dojść do źródła bólu, akceptuje powoli przeszłość i zmienia rzeczywistość wokół siebie. Najlepszym tego przykładem, moim ulubionym z resztą jest gościu, który tak bardzo kochał Menmę, że kupił rzeczy, przy pomocy, których mógł się upodobnić do ukochanej. Obsesja ta, mimo dozy irracjonalizmu miało swe podstawy w żalu za śmierć koleżanki, że nie zdołało się z nią przeżyć wspólnie więcej dni. Podobne odczucia mieli inni bohaterowie. Poczucie winy wykrzywiło ich i nieświadomie wciąż mieli te parę lat i chęć naprawienia błędów, wynikających z niechęci, zazdrości, niemożności wyrażenia siebie. Ludzie dostali szansę, by dorosnąć, zintegrować się, zrealizować dziecięce marzenie.
Pomoc Menmie w trafieniu do zaświatów wiąże się z nawiązywaniem więzi, odbudowywaniem relacji, akceptowaniem złych momentów i skupieniu się na byciu sobą, a przede wszystkim nie unikaniu osób bliskich, ani wewnętrznego dziecka. Tak naprawdę cała ta sytuacja przyczyniła się do odkrycia radości i ustabilizowania się.
Nie można blokować siebie, trzeba żyć najlepiej jak się da i nie patrzeć do tyłu, a wspomnienia traktować, jako wskazówkę na przyszłość; rzeczy, które ukształtowały, mogąc do nich powrócić w każdym momencie. Marząc i wierząc we własne możliwości osiąga się więcej, niż przesiadując w kącie i separując się od ludzi, Ta piękna historia idealnie to obrazuje i jest świadectwem, że cierpiąc razem, budując wspólnie nowe wspomnienia można przygasić ból i odnaleźć drogę do prawdziwego szczęścia. Stanowi też przestrogę przed egoizmem, że nie warto tylko myśleć o sobie i nie każde marzenie da się zrealizować, ale można być blisko, dawać ciepło i zrozumienie, przy okazji przyjaźniąc się.

Ocena:10/10 (Nie chce mi się skupiać na miłosnych relacjach bohaterów, mimo ich zakręcenia i istotności dla emocji przez nich reprezentowanych po powrocie Menmy, jak również na frustracji matki Menmy, która strasznie blokuje się na teraźniejszość. Najbardziej piękne w tym anime jest to, jak jedno drobne wydarzenie może otworzyć umysły i serca innych na siebie. Anime pokazuje, iż trzeba się cieszyć z drobnych rzeczy i nigdy się nie poddawać.)

niedziela, 15 marca 2015

Antarctica - Żydowska satyra homoseksualizmu

O ile homoseksualizm jest tematem kontrowersyjnym, budzącym wiele obiekcji, sztucznie napompowanym w mediach to nie można odmówić mu historii. To, że aktualnie, coraz więcej osób okazuje się orientacji innej, niż rodzice planowali nie jest nowością. Skłonności biseksualne towarzyszą mężczyznom od starożytności. W Starożytnej Grecji przejawem tego jest kult męskości. Muskularne ciała, nagość, kult mistrza i ucznia, niezwykle mocna pozycja mężczyzn, to wszystko złożyło się na to, że kobiety zostały zepchnięte na bok i pominięte z głównej struktury społecznej, gdyż to mężczyźni ustawiali realia panujące powszechnie, jako Ci bardziej konkretni, doświadczeni i wykształceni. Nic więc dziwnego, że twórcy filmu stwierdzili, że ortodoksyjni żydzi będą idealną otoczką dla ich gejowskiej utopii.

W świecie, gdzie nie trzeba się ukrywać, a można być sobą kreują się dziwne relacje. Już na początku film nasycony jest erotyką. Widoczni są faceci wchodzący do mieszkań, nadzy, uprawiający seks, dążący do bliskości. Potem kompilacje się zmieniają. Jednakże istotnym momentem jest pierwszy raz młodziaka. Liczy na bliskość, czułość zdaje sobie sprawę jednak, że może być zabawką i jak się pojawił tak znika z życia Casanovy, gdyż nie chce cierpieć. Akcja przenosi się 2 lata później, cały przedstawiony świat oscyluje wokół facetów i ich problemów. Pokazane są skutki przygodnego seksu, a raczej fakt, że często nie pamięta się partnera, czy też po prostu coś nie wyszło i spróbuję z innym. Dosyć standardowy schemat, w tej utopii jednak ważne są postaci kobiece, które wyraźnie wspierają facetów, kibicują, ich rola do niczego się nie ogranicza. Poza matką, która wygląda jak drag queen (w rzeczywistości nią jest) i miesza w życiu swego syna, ale też i jego znajomych.
Łatwiej w tym świecie zrozumieć geja niż lesbijkę, albo udawać, że się rozumie. Matrona mimo pobłażliwości wydaje się być dosyć mściwa i nieustępliwa. Groteskowo się udziela, żyje we własnej przestrzeni. Ciężko jest jej dogodzić. Poza tym panowie są bardzo niestabilni uczuciowo, co również oddaje środowisko mężczyzn.

Przykładowo: Jestem z nim, ale podoba mi się tamten, a tamtemu się chce z innym zrobić, ale nie wypada i tak powstaje błędne koło żądz. W tym filmie dochodzi do zetknięcia różnych facetów ze sobą, ich wspólnych kopulacji, fascynacji, unoszenia się i opadania, aż w końcu się dopasują tak, jakby chcieli, w teorii. No bo jeśli młody tancerz idzie do starego, a zastaje go z facetem, którego tamten nie pamiętał (mimo wspólnego seksu) i nagle są wielce zakochani, albo przypadkowo poznani ludzie są ważniejsi od tych, których się znało jakiś czas.

Nasuwa się pytanie czy warstwa uczuciowa jest ważna? Niestety należy ją tu oddzielić od emocjonalnej, gdyż uczucia zmieniają się w zależności od tego jak wiatr powieje w idealnym świecie nie ma miejsce na nudę, ponieważ każdy może być kim chce, z kim chce i nie podlega to dyskusji. Jedynie my jesteśmy wykreować taką rzeczywistość, w której będziemy się czuć dobrze.
O tym właśnie jest tytuł - Antarctica. Najzimniejszy kontynent, sfera tabu, strefa bez emocji, półwartości, gdzie przyjemność jest ponad przyjaźnią, miłością zaufaniem. Wyznacznikiem szczerości jest szaleństwo, to dzięki niemu i wyjaskrawionym emocjom, wiadomo komu zależy, a kto jest kolejnym numerkiem do kolekcji. Chęć pary lesbijek, a w sumie jednej z nich pojechania na Antarktydę jest próbą zdobycia niemożliwego, dowodem prawdziwej więzi, siły uczucia.
Czy miłość jest szczytem, na który warto się wspinać? Czy warto poświęcić wszystko dla miłości i czym ona jest? Bohaterowie mimo błędów poszukują jej. Film nie uszczęśliwia, jest suchym obrazem próby bycia człowiekiem w świecie egoistów i łatwych pokus.

Ocena: 10/10 (Chłód, bezpośredniość, nietuzinkowe przedstawienie homoseksualistów, ogołocenie z emocji, stagnacja, sztuczność, postawienie ich w konkretnych sytuacjach i sprawdzenie, na ile są ludźmi kiedy wszystko im wolno).