Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Youtube. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Youtube. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 września 2016

Lady Gaga - "Perfect Illusion"

Z niecierpliwością czekałem na nowe piosenki Gagi. Nie ukrywam, że jej jazzowe wykonania pominąłem. Nie chodzi o to, że nie lubię tego gatunku. Niektóre piosenki, aż porywają do tańca. Po prostu lubiłem zwariowaną, pełną energii, często dziwaczną kobietę, z głową pełnych pomysłów.
Nie oznacza to, iż zdzierżyłbym stroje z poprzedniej trasy. Były po prostu okropnie kiczowate.
Kiedy usłyszałem o tym, że Gaga w końcu coś wypuszcza to moja radość była jak stąd (z Gdańska) do Warszawy. Czekałem z zapartym tchem, jak usłyszałem o producentach odpowiedzialnych za nowy singiel, byłem ciekawy brzmienia utworu, zarówno Tame Impala ("Same ol' mistakes") czy Mark Ronson  ("Uptown Funk") to już jest gwarancja czegoś nietypowego. O Bloodpopie wcześniej nic nie słyszałem.


Wydaje mi się, że to połączenie przyczyniło się do tego, iż nowa piosenka Gagi jest idealna na pierwszego singla. Każdy z pierwszych singli miał jakiś przekaz, odnosił się w mniejszym lub większym stopniu do poglądów artystki, bądź też jej samej. Tutaj kontekst może być szerszy.


Perfekcyjna iluzja jest nie tylko piosenką o miłości, ale o życiu samym w sobie. Często zaczynamy w coś wierzyć, a to okazuje się złudzeniem, które wydawało się czymś czym nie jest, nie powinno być.
Gaga w rockowej stylizacji miota się za dnia na pustyni, a w nocy bawi się na imprezie, to wszystko okazuje się jednak iluzją. Miłość też w chwilach uniesień jest jak dobry koncert. Potrafi zabawić, poprawić humor, podnieść na duchu. Po zakończeniu imprezy często pozostaje niedosyt. Szybko przechodzi się do porządku dziennego. Tak jakby nigdy się nie odbyła.


Jak na Gagę nie ma tu górnolotnej symboliki, dziwnych strojów. Jest ona, głównie ona, imprezowicze, w tym producenci, jej mimika. Mimika odgrywa tu olbrzymią rolę.Z taką złością, namiętną irytacją wypowiada słowa piosenki, że niejednokrotnie wygląda, jakby chciała kogoś zabić. Biorąc pod uwagę jej występ na żywo w "Ćmie" boję się, że na trasie też będzie tak wyglądała

.
No ale cóż, Gaga stała się rockmanką, więc może się wykrzywiać ile wlezie. Mi to osobiście wcale nie przeszkadza. O ile jazz to szyk, elegancja i głos, którego jej nie można odmówić. To tu może sobie pozwolić na większy luz.


Jedyne do czego można się doczepić to tekst, który ciągle się powtarza. Nie psuje to jednak ogólnego wrażenia, wpada w ucho. Na pewno zachęca do zapoznania się  z albumem. Świetnie, by było jakby został utrzymany w tym klimacie, albo zbliżonym do "Born this way".
Pozostaje jedna kwestia, która męczy fanów: Czemu ta piosenka nie jest/nie będzie takim hitem jak wcześniejsze? Odpowiedź na to pytanie zawiera się w koncepcji płyty, która nie będzie już raczej zmieniona (tak jak przy Artpopie: "miliony twarzy, setki miraży"). Album miał pokazać nową Gagę, nie tą komercyjną. Dla fanów jak i samej artystki to eksperyment, który nawet jeśli zniechęci niektórych fanów, to przyciągnie tych, co bliżej im do rocka.

Rihanna poeksperymentowała przy nowym albumie i sprawiła, że "Anti" w mojej opinii to najlepszy album roku. Jeśli wszystkie piosenki mają taką energię to album ma szansę być w okolicach podium, a nawet zdeklasować barbadoskę. Cóż dziwactwa Gagi przynoszą różne skutki miejmy nadzieję, że te będą pozytywne.

Ocena: 10/10 (Genialna zmiana, której jestem zwolennikiem. Może będą nowe aranżacje piosenek na koncertach. Uwielbiam jej pazura.)

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Hilary Duff - Sparks (Enchanted music #1)

Ta piosenka od dawna jest w mojej głowie. Żałuję, że nie stała się hitem. Wynika to głównie z zaniedbania wytwórni, jak i specyficznej promocji (lyric video, official video, fan demanded video). Utwór ma wszystko, co powinno się składać na przebój, ale o tym za chwilę.


Hilary Duff może się kojarzyć głównie z rolą Lizzie Mcguire, bądź występami w filmach familijnych. Była też piosenkarką. Miała nawet parę hitów, jednak po ślubie skupiła się na rodzinie. Dopiero rozwód zmotywował ją do powrotu muzycznego i to dosyć dobrego.


Płyta jest naprawdę ciekawa. Artystka przedstawiła pop w naprawdę dobrej odsłonie. Piosenki są chwytliwe, teksty ciekawe, a pomysł na pokazanie dorosłej, świadomej odsłony czymś bardzo pozytywnym. Początek promocji jej nowej twórczości, jest tym bardziej ciekawy, że single, które wydała przed wypuszczeniem płyty nie weszły w finalną setlistę. Teledysk pojawił się nagle i tu było zaskoczenie, gdyż po świetnym lyric video pojawił się teledysk, który stał się hybrydą gatunkową. Pokazana w nim została Hilary, która założyła konto w aplikacji "Tinder", jej relaksowanie się i fragmenty z teledysku, który się pojawił w wersji "Fan Demanded Version".



Teledysk ogląda się sympatycznie. Świetny bit, który został doskonale przedstawiony. Ruchy, radość, piękno, naturalność, przekorność to rzeczy, wybijające się podczas oglądania. Jako jej fan poczułem radość, że zachowała w sobie tą skromną cząstkę i coś dziecięcego w swojej dorosłej aparycji.


Pokazuje, że potrafi się bawić, cieszyć życiem. Czeka na nieznane, nie boi się tego. Czuje się dobrze, gdy ma obok siebie bliską osobę.

Piosenka w kontekście jej życia jest dosyć niezwykłym świadectwem, że się nie poddała i będzie spełniać swe marzenia. A bolesne chwile są przejściowe, gdyż przy odpowiednim nastawieniu da się przez nie przejść.


Po roku ten teledysk dalej na mnie działa hipnotyzująco. Nie chodzi o te gwizdy, tylko o to jaką energię Hilary przekazuje fanom. Ja to w pełni kupuję i jestem za tym, by powstawało więcej takich teledysków.


Nie trzeba wielkich efektów, bajerów, gdy ma się pomysł na to, by zaakcentować radość i ulotność chwil.

To nie jest tylko dziewczyna z telewizora, a prawdziwa dziewczyna, która też miewa problemy, ale sobie z nimi radzi. W końcu nie da się od nich uciec, należy je pokonać.


Teledysk jest na tyle uniwersalny, że każdy powinien go obejrzeć, zwłaszcza, kiedy najdzie chwila zwątpienia, jakiś smutek. Trzeba iść przed siebie, Miłość uskrzydla. Sentymentalna podróż może mieć różne skutki, w przypadku Hilary jest to rodzaj pożegnania z ex-em. Uważam, że w piękny sposób to zrobiła. Wszystkich uczuć nie da się skreślić w jednej chwili. Prawdziwa miłość to szacunek nawet po rozstaniu.

Ocena: 10/10 (zdecydowanie mój szlagier, piosenka jak i album przetrwały próbę czasu i mi się nie znudziły)

sobota, 27 sierpnia 2016

Miazga POP #1 - Fergie wymiata :D

Cóż, wiele gwiazd próbuje wrócić i im się to nie udaje. Fergie jest przykładem, że dobry bit, ryjący mózg do granic możliwości pozwala to osiągnąć. Piosenka od początku wpadła mi w ucho i sądzę, że znalazła wielu fanatyków, jak i sceptyków.


Fergie postarała się, by fani mogli zobaczyć piękne, nawet młode (w moim odczuciu) dziewczyny, wijące się do piosenki o niezależnych, świadomych własnego ciała kobietach, które mogą zaoferować wiele młodym adeptom sztuki miłości.


Teledysk w zasadzie skupia się wyłącznie na seksapilu, podkreślaniu kobiecych kształtów i wzbudzeniu w mężczyznach poczucia satysfakcji. Cała akcja bazuje na tym, by przyciągnąć ich swą atrakcyjnością.




Kobiety nie są bierne. Mogą dać rozkosz, ale nie bez profitów, chcą być dostrzegane przez swoich adoratorów.



Moją ulubione sceny z teledysku to:
- Fergie jako nauczycielka, gdzie śpiewa jak Jessie J


- wanna skopiowana od Gagi ("Bad Romance")


Jakby się jeszcze doszukiwać niuansów, to należy do nich bar, w którym dziewczyny robią szejki. Przez scenerię przypomina cukierkową krainę Katy Perry (z "California Gurls").


Nie psuje to jednak ostatecznego odbioru, gdyż całość została tak skomponowana, że miło się ogląda kolejne kreacje Fergie i jej koleżanek. Widać, iż na planie dobrze się bawiły i miały okazję poszaleć. Teledysk zrobiony na luzie z dużą dozą humoru i podtekstów, to świetny pomysł. Pokazuje jak współcześnie podchodzi się do kobiet. Zapomina o tym, że w każdym wieku mogą być piękne i przyciągać spojrzenia.
Kobiety nie tylko są od prac domowych, ale mają też swoje potrzeby. Nie zawsze muszą postępować zgodnie z zasadami. To uniwersalne przesłanie pokazuje, że należy się wyzbyć stereotypów i spojrzeć na nie z większym szacunkiem. 
To samo można przypiąć do wielu kwestii, gdyż ludzie mają skłonności do upraszczania, a nie wszystko da się zamknąć w jednym schemacie. W teledysku nastąpiła jawna profanacja schematu kury domowej, który się powoli zaciera. Wciąż jednak dla wielu mężczyzn kobieta ma tylko parę funkcji, a nie tak powinno być. Oczekujemy wspaniałości,nie wiadomo jak niezwykłych doznań, podczas, gdy najlepsze mamy przy sobie. Wystarczy otworzyć oczy i docenić trochę, to co dla nas robią na co dzień (nawet nauczycielki!!!). Nie tylko wygląd wpływa na odbiór drugiej osoby, charakter często ma magnetyczne działanie, czyż nie?

Ocena: 10/10 (Bit chwytliwy i uzależniający. Teledysk należy do typowych ryjmózgów, Pokazuje jednak jak postrzegamy kobiety. Chcemy by były wiecznie młode, a przez to nie dostrzegamy ich piękna na co dzień. Szukają, więc aprobaty u młodszych, niedoświadczonych. Tworzy się błędne koło, które wynika w sporej części z męskiego ograniczenia i egoizmu. Przy odrobinie zrozumienia da się osiągnąć kompromis, do którego dążą kobiety z teledysku Fergie.)



sobota, 20 czerwca 2015

Hore - W górę, w górę, w górę

Są różne kategorie teledysków. Jak już czytelnicy zdążyli się przekonać, oprócz przerw w pisaniu zdarza mi się wybierać skrajne pozycje o różnym charakterze. Dzisiaj pod lupę wezmę Dominikę Mirgovą z jej hitem "Hore".
Muzyka słowacka nie odbija się u nas szerokim echem, w ogóle utwory naszych sąsiadów, w których nie ma polskich akcentów są omijane, niepuszczane szerokiej rzeszy słuchaczy. Nic więc dziwnego, że potem muzyka danego kraju pozostaje tylko tam znana, albo właśnie krajom sąsiadującym, o ile istnieje między nimi pojęcie wspólnotowości.


Klip nie jest może specjalnie zaskakujący, jednakże chwytliwy bit, akcentowanie własnej urody, pewności siebie i ogólnie taneczna atmosfera potrafi chwycić za serce.
Najciekawszym elementem teledysku oprócz tancerzy i przechodzenia przez trudności na przekór otoczeniu są misterzy. Tak, tak panowie w teledysku to najprzystojniejsi Słowacy, z , którymi Dominika dobrze się bawi. Obejmuje, dotyka, przekracza granice, a oni ją wspierają głosem i wyglądem. Ich gestykulacja, mimika nakręca piosenkę, tworzy niepowtarzalny klimat.
Muzykalność jednostki, taneczność to sposoby, by się identyfikować w świecie. Piosenkarka stwarza przestrzeń, do której zaprasza fanów, nie zapominając o samozadowoleniu. Każda kobieta jest w końcu księżniczką, marzącym o księciu,a tu jest ich sporo.
Słowa zachęcające do zabawy, radości, wspinania na wyżyny własnych możliwości, nieważne czy w futrze czy bluzeczce można być sobą i dzielić się pozytywną energią.
Bardzo interesującym przejawem popularności teledysku jest fakt, że powstała zacna parodia o szpekach i wadze w górę, w towarzystwie średnio przystojnych facetów. Stanowi obśmianie seksapilu, którym tryskał pierwotny teledysk, warto się jednak zapoznać i z tym (uśmiech gwarantowany).
Seksapil
vs

Parodia

Ocena:10/10 (Teledysk ciekawy, zabawy, przekorny, intensywny, cieszy oko)

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Sally - Rockowa dusza kłębi się w oparach

Z mroku wyłania się gitarzysta. Przygrywa sobie do momentu, gdy widzi kartkę z zapisem nutowym.
Chwyta ją. W tym momencie pojawia się gitara z głośnikiem. Wszystko to brzmi dosyć abstrakcyjnie, ale tak właśnie zaczyna się świetny i drapieżny klip do piosenki Hardwella pt. "Sally".
Czytałem komentarze na youtube i się zdziwiłem potraktowaniem teledysku w sposób prześmiewczy, jakoby był wulgarny, a tekst nijaki. Rzeczywiście jest on ostrzejszy niż ludzie mogliby się spodziewać po jakiejś grzecznej piosence (takich coraz mniej, a fragment:"I've been fucking Sally" nie sugeruje pojawienia się Troskliwych Misiów ani innych bajkowych stworzonek). Tekst nie jest może wybitny, ale wpada w ucho, wkręca i zachęca do dalszego odtwarzania.

Jak widać nie tylko bohater teledysku został wciągnięty w ten świat. Ja go kupuję; brudny rockowy klimat z elektronicznym grzmotnięciem. Poza tym hipnotyczne zielone oczy, tajemnicza otoczka - kobieta wyłaniająca się znikąd. Właściwie wszystko jest na granicy snu i jawy. Chłopak sprawia wrażenie, jakby chciał się obudzić z tego koszmaru, ale jest zmuszony do gry i przeżywania jej z tajemniczą mroczną damą.
Podczas motywowania go, przysłowiowego ciągnięcia za sznurki wykonywała obsceniczne ruchy, przypominające masturbację. Było widać, że im mocniej grał tym bardziej podniecona, zrozpaczona była. Krzywiła się, wiła, a on grał coraz szybciej,aż do momentu odłączenia sprzętu, wytrysku.
Jak widać można tu przyjąć dwie ścieżki interpretacyjne:
1) Chłopak znalazł gitarę i se na niej grał, a dziewczyna się krzywiła, bo skupił się bardziej na instrumencie (nawet to jest dwuznaczne), niż na niej (druga połowa tej ścieżki jest absurdem w kontekście całości, ale nie miałem pomysłu na to, co ona mogłaby robić innego, w wypadku wykluczenia drugiej opcji)
2) Chłopak znalazł się w przestrzeni magicznej, na pograniczu światów, madame mrok to czarownica, a wyuzdana gra na gitarze to symulacja seksu, którą odczuwa na sobie, przez co oboje przeżywają rozkosz i się zatracają do odłączenia sprzętu, jego przebudzenia.Wykorzystał okazję, by dać dyla od niej, gdyż zniknęła mu sprzed oczu. Chwilę po jego ucieczce bierze gitarę i zapewne rusza na poszukiwanie kolejnego młokosa, który by ją zaspokoił, ujarzmił jej fantazje i zmysły.
Przewinęła mi się myśl, że to może być też pewnego rodzaju kara, przestroga, by nie traktować kobiet przedmiotowo, bo wychodzą z nich demony. Z drugiej strony zarówno mężczyzna, jak i kobieta mimo bólu czerpali przyjemność, dali się ponieść chwili, więc na pewno nie są stratni.

Ocena:10/10 (Może się to wydać dziwne i niesprawiedliwe, ale doceniam takie pieprznięcie, rozładowanie atmosfery w rockowym stylu i koszmar, który się urzeczywistnienia, nieograniczona żądza.)

Kodaline - High Hopes (Rockowe Zatrzęsienie #2)

4 czerwca w telewizji natknąłem się na reportaż o irlandzkim zespole Kodaline. Zaciekawiło mnie, że wspomniano o ludziach, o których w naszym kraju nie było głośno. Fakt tego niespodziewanego rozgłosu wynika zapewne z faktu, że przyjadą na Opener'a ale i tak pozostaje pozytywne wrażenie. Przyjrzałem się jednemu z teledysków i nastąpiło "WOW". Przed państwem "High hopes".



Teledysk na wstępie przypomina zdeczka "Uciekającą pannę młodą". Po chwili jednak to wrażenie się zaciera. Poznajemy historię miłosną, która rodzi się w skutek przypadkowego spotkania. Kobieta w okolicach 30-tki jest zafascynowana pasją podstarzałego mężczyzny. Dostrzega w nim wartości, których nie posiadał jej narzeczony.
Rana na plecach świadczy o tym, że nie miała lekkiego życia.
Nowo poznany jegomość szanuje pannę, daje jej odczuć, że jest dla niego istotna i sprawia, iż życie nabiera barw. Nie przekreśla tego nawet ich postrzelenie przez byłego narzeczonego. Ciągle chcą być razem ze sobą.
Pocałunki mają tu głębszy wyraz, nie jest to namiętność, a dojrzałe uczucie, przemyślane. Oboje dobrze się czują w swoim towarzystwie i napełniają się wrażliwością, optymizmem. Razem brną przez życie, spacerują, dopełniają się. (TYPOWA SIELANKA można by rzec). Wygłupy, romantyczne tańce, spojrzenia, zrozumienie i obraz, w którym kobieta żłobi palcem.
Nie wiem, czy to dobre określenie - żłobienie (ewentualnie skrobanie), ale to co robi jest metaforą wspólnego życia. 
Czasem są zadrapania, naruszenia, jednakże przy jedności dusz można je razem przejść i być na zawsze. Pokazuje to chociażby zachowanie mężczyzny po postrzale, czy ich niezachwiana czułość w szpitalu.
Eskalacja dobrych emocji, wzruszenia sięga zenitu. Mimo pozornie niemożliwej do przeskoczenia różnicy wieku, dzięki znajomości wydarzeń oglądający się zobojętnia na tak błahą kwestię.
Najważniejsze wartości w relacji są tu ukazane, przy okazji akcentując, że dobroduszność, troskliwość, życzliwość mogą razem przynieść miarodajne efekty w przyszłości, gdyż kształtują zaufanie. W ten sposób zakochani stali się nierozłączni, niezniszczalni, pragnący przyjaźni i swojej obecności.
Ocena: 10/10 (Wszystko zostało chyba już powiedziane. Polecam obejrzeć, gdyż rzadko powstają tak piękne historie, a co dopiero dzieją się w rzeczywistości - wzruszenie murowane.)

czwartek, 2 kwietnia 2015

Arcadia - pułapki wolności

Ostatnio muzyka elektroniczna się mnie trzyma. Dostrzegam w niej pewną uniwersalność, gdyż poza bitem, jest też tekst i przekaz. Wybrany przeze mnie teledysk doskonale obrazuje miłość do tej formy przekazu, gdyż zarówno wyśpiewane słowa, jak i obraz hipnotyzuje i zaciekawia do samego końca.


W klipie ukazane są sceny rodem z "Alicji w Krainie Czarów". Całość jest dosyć bajkowa. Zaczyna się uroczo, blondynka próbuje złapać gwiazdy, które się wytwarzają koło niej. Dotykając jednej z nich przenosi się do pomieszczenia z tajemniczym pudełkiem. W tejże rzeczy znajduje się niezwykle pięknie przystrojona kobieta. Macha dziewczynie. Zawiązuje się między nimi kontakt wzrokowy i ich palce się stykają. W ten sposób przenosi się do świata zawartego w pudełku.


Tam czekają na nią atrakcje znane z "Alicji...", związane z nieurodzinami. Gościami są 2 zachowujące się perwersyjnie kobiety, które popijają herbatkę, karmią się i ogólnie umilają wizualnie teledysk. Suseł podaje Alicji napój ("Drink me"), a zając ciastko ("Eat me"). W momencie, gdy Alicja wypiła dziwaczną miksturę to pojawił się Kapelusznik, gospodarz całego przyjęcia. Natomiast kiedy skosztowała słodyczy, to zatraciła niewinność, dostała kapelusz. Stała się niewolnicą, zabawką niebezpiecznego panicza. Weszła na stół, wzięła do ust truskawkę i w pocałunku zaczęła karmić swego władcę. W tym momencie ujęcie się przenosi na kolejną ofiarę tego abstrakcyjnego świata, idealnego, który jest ucieczką od niepewnej groźnej rzeczywistości.


Teledysk to takie walenie obuchem albo świadome masakrowanie się, by uzyskać efekt WOW. Im dalej w las tym więcej drzew. Tu się ta maksyma doskonale sprawdza.
Wchodząc do zaczarowanego świata dziewczyna się waha, nie wie co robić. Widząc luźny klimat spotkania ulega zaproponowanym atrakcjom, już samo siedzenie przy stole, jest zaakceptowaniem sytuacji. Z drugiej strony to była transakcja bezzwrotna, ukierunkowana na konkretny efekt.


Kuszenie dziewczyny odbywało się od samego początku. Zaczęło się od niewinnych zabaw, a z chwilą wkroczenia do świata Kapelusznika stała się podatna na jego magię. Nie wahała się próbować nowe rzeczy, po wypiciu substancji, stała się bardziej pobudzona, było widać zmianę w zachowaniu. Gospodarz przybył, by sprowokować nową zabawkę do całkowitego poddaństwa. Zobaczyć efekt własnej zabawy, czy wszystko przebiega właściwie. Zakończenie teledysku nie przytoczę, ale zaskakuje brutalnością i siłą zła, gdy mu się poddamy.
Ogólnie teledysk jawnie nawiązuje do różnych kreacji kobiet, ale przede wszystkim do Alicji i Ewy - pierwszej kobiety, to ona dała się skusić, poczuła różne emocje. Tutaj jednak demon - kapelusznik odbiera dziewczynie niezależność, wybór, zamyka w wąskiej przestrzeni, w fikcyjnej idylli, w której jest dobrze, gdyż świat utworzono w sposób ściśle hermetyczny. Nie ma możliwości opuszczenia go, ale jako takie problemy nie istnieją, gdyż wolna wola zanika. Motyle są tu przedstawione pejoratywnie, są jedną z form kapelusznika.


Nadanie kapelusza stanowi uprzedmiotowienie, dołączenie do marionetek mistrza. Można to też odebrać, jako proces upodlenia kobiety. Mam tu na myśli, że im bardziej zatraca kontakt z rzeczywistością i poszukuje arkadii w tym większe bagno wdeptuje i daje się mu wchłonąć bez pamięci. Zatraca kontakt z rzeczywistością i liczą się dla niej chwilowe uniesienia, które dają krótkotrwałe uniesienia. Klip stanowi ostrzeżenie przed brakiem granic, wpadaniem w złe towarzystwo, uwierzeniem pozornie życzliwym ludziom, z którymi zaczynamy się staczać, a oni nami manipulują. Cały teledysk to piękna metafora upadku, to od nas zależy, czy się podniesiemy, jednak czasem już za późno i nawet lament oraz chęć poprawy nic nie zdziałają.


Ocena:10/10 (Piękny łańcuch upadku, jak jedna osoba pochłania drugą, pewien rodzaj patologii i kanibalizmu - zaskakujący teledysk z przesłaniem.)

P.S. Klip jeszcze raz skomentuję po przeczytaniu Alicji, by zastanowić się na ile teledysk przetwarza klasyczną historię, a na ile jest jej odzwierciedleniem.

You Me At Six - Lived a Lie (Rockowe Zatrzęsienie #1)

You Me At Six jest bardzo popularnym zespołem w Wielkiej Brytanii, w Polsce jest znany nielicznym. Cavalier Youth nie był chyba u nas zbyt rozchwytywanym albumem, mimo, że jeśli chodzi o najnowsze utwory to są one lepsze niż zespołu Muse, ale to już podlega ocenie pasjonatów. W każdym razie może moja opinia sprawi, iż zespół YMA6 zabłyszczy w czyjejś świadomości i zapozna się z ich dyskografią.


Piosenka, którą wybrałem do recenzji nie ma wypasionego klipu, efektownych przejść, zaskakujących zwrotów akcji, do czego zdążyłem przyzwyczaić swoich czytelników. Prostota klipu jest tu na tyle urzekająca, iż  tekst z wizualizacją przenika wprost do serca i można odpłynąć wraz z melodią w krainę straconych marzeń, rozpaczy z uśmiechem na ustach.


Deklaracje wygłaszane przez piosenkarza to szczere uczucie, które nie gaśnie mimo różnych przeszkód. Będzie do końca, aż go wypali. Nie przejmuje się tym, że to szaleństwo, wierzy, iż mimo przeciwności przejdzie wszystko pomyślnie. Liczy na spotkanie z kimkolwiek po drugiej stronie, iż wspomnienia nie okażą się kłamstwem i stratą czasu. W klipie razem z członkami zespołu deklaruje, iż są gotowi, by wyrzec się czystości. Musiałem... Są gotowi na to, aby pokonać strach przed oszukaniem i opinią innych, gdyż zawsze obcy dla nas ludzie będą się niepotrzebnie wybielać i próbować zburzyć w nas spokój ducha, lukrując pewne niewygodne fakty, bądź też stwarzać wyimaginowane konflikty. Nawet płonąc iskry mogą być na tyle wyraziste, by wyszła z nich prawda.


Nie oznacza to, iż kłamstwo zostało całkowicie zanegowane, czasem jest potrzebne do chwili szczęścia i spokoju, wtedy można je usprawiedliwić. Pozwala ulżyć bólowi i się zapomnieć, jeśli rzeczywistość nie pozwala na samospełnienie i powoduje izolację od własnych dążeń. Są wyjścia z tej sytuacji. Jednym z nich to spokój, ogłada, ujarzmienie nieprawdy, tak by nie stanowiła ona wymówki, przed otaczającą rzeczywistością, a była postojem w drodze ku prawdzie, która nam została naznaczona przez los.


P.S. Płonące przedmioty, które zrewolucjonizowały kulturę, stanowią przełom, dowód zmiany na to, że pewien wykreowany świat zniknął. Oddzielono się od iluzji i zaczęto żyć naprawdę.

Ocena 10/10 (Kwintesencja utworu: Droga ku prawdzie mimo pokusy zboczenia z drogi, hart ducha, determinacja i odwaga, by mierzyć się z kłamstwem. Pozostanie marzycielem, co zazwyczaj jest przez ludzi deptane i wyśmiewane.)

niedziela, 29 marca 2015

Bang (Tiësto Bootleg) - Impreza przy totalnym rozluźnieniu

Recenzja tego miała powstać dawno. Klubowe klimaty to nie do końca moja bajka, jednak muzyka elektroniczna to skarb. Przy jej pomocy można wyrazić chaos emocji, co bardzo cenię, poza tym klipy są często ciekawe, pokazują zagubienie, osamotnienie, albo szaloną, ekstatyczną zabawę.
W tym teledysku dosyć wyraziście pokazana jest imprezowa orgietka, ciężko to inaczej nazwać.


Nie jest to widok dla osób przesadnie konserwatywnych, chociaż u wielu umoralniających to rzecz względna. Dziewczyny w sposób obsceniczny eksponują swoją seksualność przy połączeniu małpiątek, stanowiących połączenie zwierzątek z "We came to bang" i  małpich reakcji z "Bad Touch". Zmieszano podkład z obu piosenek, dodając wokal z tej drugiej. Efekt jest piorunujący. 


Skandaliczny teledysk, świetna piosenka, totalne zepsucie i niekończąca się impreza. Szaleństwo czasem się przydaje, ale trzeba mieć limity na imprezach, bo się kończy, wyglądając jak karykatura, chociaż w zupełnie innym świecie. Nie zawsze musi być wszystko pozytywne, nastawiające się jedynie na własną przyjemność, tu jest istne kongo i chuć. Zupełnie odwrócono rolę kobiet, w porównaniu do tych z "We came to bang", tutaj chcą być poniżane, zalewane, własnością facetów. W tamtym mogą się mścić na takich kretynach, co traktują przedmiotowo, jednak często to świadomy wybór.

P.S. W ramach przypomnienia druga piosenka użyta w tym cudeńku:


Ocena: 8,5/10 (Świetna muzyka, teledysk nie najgorszy z pomysłem, zabawny, ale bardzo zboczony i trochę uprzedmiotawiający kobiety. Chociaż potrafi zmusić do przemyślenia kobiecej roli w życiu mężczyzny, gdyż często jest spychana do parteru.)

czwartek, 26 marca 2015

Substancja, czyli Sultan + Shepard ft. Tegan & Sara

Zanim objaśnię tytuł chciałbym zwrócić uwagę na genialne połączenie do jakiego doszło. Sultan + Shepard to świetni dj-e a Tegan i Sara to duet, który za pomocą wokalów potrafi wprowadzić do innego świata. Znani są z tego, iż potrafią bawić się dźwiękiem, emocjami i przekazem (mistrzowskie przykłady: Lady Gaga - The Edge Of Glory (Sultan & Ned Shepard Remix); Tegan & Sara - Closer.


Piosenka stanowi zlepek różnych emocji, zmysłów (jak postrzegamy świat), wspomnień. Całość to są scenki obyczajowe; zwykły dzień, postrzegany przez nasze odczucia, które w nas się kłębią. Nagle do głosu dochodzi nasze wnętrze, nie ma znaczenia płeć, wygląd, jedynie poczucie szczęścia i chęć życia, to wokół niej oscyluje nasze jestestwo, wyobraźnia. Tworząc własny świat powołujemy się na to co nas otacza.


"Make things right" jest o poprawianiu złych momentów, walki ze słabościami. Walcząc o szczęście, mając przy sobie bliskich można zmienić rzeczywistość. Nie należy skupiać się na złych momentach, a iść przed siebie, gdyż świat wokół jest piękny i może zaskoczyć, a każda chwila wnieść coś nowego.

(świetne lyric video)

Słowo "Substancja" stanowi tu ogólne pojęcie istoty ludzkiej, która się rozwija, cierpi, raduje, wykształca w sobie uczucia i reakcje na otaczający świat, więc idealnie odzwierciedla plazmoludzi z teledysku.

Ocena: 10/10 (Lyric video też nawiązuje do życia - wzlotów i upadków. Świetna kolorystyka, wyrazista; rysunek lekko niechlujny, ale nadaje uroku. Prostota, świadczy o głębi, tekst nie jest nachalny, wszystko ładnie się komponuje, zaciekawia.)


Chciałbym na koniec przytoczyć piękny wiersz Zbigniewa Herberta (analiza znajdzie się wkrótce na innym blogu):

"Substancja"

Ani w głowach które gasi ostry cień proporców
ani w piersiach otwartych poniechanych na rżysku
ani w dłoniach dźwigających zimne berło i jabłko
ani w sercu dzwonu
ani pod stopami katedry
nie zawiera się wszystko

ci którzy toczą wózki po źle brukowanym przedmieściu
i uciekają z pożaru z butlą barszczu
którzy wracają na ruiny nie po to by wołać zmarłych
ale aby odnaleźć rurę żelaznego piecyka
głodzeni - kochający życie
bici w twarz - kochający życie
których trudno nazwać kwiatem
ale są ciałem
to jest żywą plazmą
dwoje rąk do zasłaniania głowy
dwoje nóg szybkich w ucieczce
zdolność zdobywania pokarmu
zdolność oddychania
zdolność przekazywania życia pod murem więziennym

giną ci
którzy kochają bardziej piękne słowa niż tłuste zapachy
ale jest ich na szczęście niewielu

naród trwa
i wracając z pełnymi workami ze szlaków ucieczki
wznosi łuk triumfalny
dla pięknych umarłych

wtorek, 10 marca 2015

Małe koszmarki, pompony i zwierzątka

Miałem problem z nazwaniem tego postu. Nie chciałem spoilerować dokładnie o czym, będzie ten klip.Wynika to z tego, iż zaskakuje i jak wcześniej recenzowany przeze mnie teledysk sygnowany pseudonimem "3LAU" wprowadza widza w zaciekawienie, zaszokowanie, a także prowokuje do myślenia.


Na początku nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Dziewczęta szykują się na wyjście. Nie idą jednak na stadion, boisko, salę szkolną, a na korytarz. Co dziwniejsze idą z pobitym mężczyzną w stroju królika na sparing z kurczakiem, rekinem i bykiem.Dziewczyny zagrzewają do walki, robią nawet za trenera. Całość przypomina pojedynek na ringu w dziwnej aranżacji. Słodycz i zakrwawione oblicza tworzą całkiem zgrabny kontrakt. Psychodelizm scen przypomina mi połączenie: "How you love me" i "Dead Unicorn". Gdyby nie aranżacja muzyczna i pojawiająca się między scenami piosenkarka, to ten teledysk mógłby robić za zwiastun porządnego thrillera.


Chciałbym jednak wrócić do zwierzątek.  Główny bohater jest Królikiem, znaczeniowo to symbol czystości. Oznacza to wejście do niebezpiecznego środowiska, gdzie będzie musiał przejść próbę. Kolejno postacie, które napotyka to: Kurczak (symbol nieogaru, spontaniczności, kretynizmu), Rekin (na początku walczy, ale potem prosi o litość, zostaje rozsadzony przez obrożę na szyi) i Byk (nieugięty stwór, niepohamowany temperament, brnący konkretnie do celu).


Z każdym kolejnym przeciwnikiem chłopak nabierał doświadczenia i  mimo tego, że sam był nieźle poturbowany to walczył dalej i się uodporniał na cierpienie rywali, byleby przeżyć. Dziewczyny w ten sposób pozbywały go ludzkich emocji. Po pokonaniu przeciwników i udowodnieniu hardości charakteru, mimo poturbowania dostał obrożę, stał się elementem niebezpiecznej zabawy dziewczyn, zgodził się być jej uczestnikiem.


Intrygujące mogą być motywy dziewczyn, które zostały pominięte przez co można się jedynie domyślać, co je do tego skłoniło (tutaj można nieźle spekulować: od odrzuconych zalotów do zdrady, gwałtu). Widać doskonale, że je to bawi i nie zamierzają tego widowiska szybko skończyć, upodabniają się do Bogów, Rzymskich Cezarów, mających władzę nad niewolnikami. Wyraźnie cieszą się sukcesami,a przegranych traktują jak śmiecie, nie interesują się dalszym losem (głowy zwierząt leżą w kącie). Stawiają chłopaka w sytuacji bez wyjścia wypracowały go sobie. Nawet dostał buziaka od jednej z czirliderek.
Piosenkarka swoją mimiką wykazuje aprobatę, śpiewa radośnie (z nutą waleczności) o całej sytuacji. Kontrasty w połączeniu z tekstem pokazują, iż oddając się szaleństwu, własnej agresji można odnaleźć siebie. Nie jest to przekaz dla najmłodszych. Ten przekaz stanowi ostrzeżenie, że łatwo ulegamy wpływom innym, gdyż szkodzenie innym, chęć huku, bitki, przemocy jest w nas samych, a są one próbą zabliźnienia strachu przed nieznanym.
Klip nie jest jednoznaczny do oceny, gdyż mimo cierpkości, ma w sobie rześkość i wyczuwalną adrenalinę. Stąd też można uznać, iż zachowanie dziewczyn to czysta rozrywka. Uważam jednak, że psychopatyczne zachowania nie należą jednak do typowego spędzania wolnego czasu. Sztuczna walka o przetrwanie, tandetność formy (małe koszmarki w roli Bogów, zwierzątka - w środku zakrwawieni i sponiewierani mężczyźni) ukazują, iż największą krzywdę ludzie wyrządzają sobie nawzajem, nie bacząc na konsekwencje, licząc na czystą rozrywkę.

Ocena: 10/10 (Kolejny klip pokazujący silne kobiety, demoniczne, mściwe i bez skrupułów. Podoba mi się to, nie chciałbym jednak mieć z taką do czynienia, ani sobie czymś jej nagrabić).

P.S. Szaleństwo, krew i cierpienie bez przyczyny to motywy, które przewijają się na co dzień i wynikają z ludzkiego egoizmu.